NABOŻEŃSTWA NIEDZIELNE: 9:30 i 11:30

Bóg pamiętał o mnie – świadectwo Pauliny

Mam na imię Paulina, w tym roku skończę dwadzieścia lat, urodziłam się i dorastałam w Lublinie. Wychowałam się w pobożnej rodzinie. Jestem bardzo wdzięczna rodzicom, że nie dopuścili, bym opuszczała niedzielne msze i także za to, że wszelkie nałogi ominęły mnie szerokim łukiem.  W domu dbano o tradycję i obrzędy związane z każdym świętem w kalendarzu i od dziecka uczono zarówno mnie, jak i mojego brata, jak należy postępować. Do dziś pamiętam, jak po każdej mojej sprzeczce, bójce czy kłótni z rodzeństwem, widziałam babcię, która się za nas modliła.

Chciałam być blisko Boga, jednak nigdy nie zastanawiałam się nad głębią mojej wiary. Wykonywałam wszelkie nakazy i zakazy na tle religijnym, by jak mi się wydawało trafić do nieba. A życie tu i teraz należało tylko do mnie.

Jako  nastolatka ulegałam zawsze towarzystwu. Mimo wyrzutów sumienia, zawsze podążałam za tłumem, nie myśląc o sobie i swoich przekonaniach, które zagłuszałam na każdy możliwy sposób. Do Boga zwracałam się, kiedy było źle, kiedy czegoś potrzebowałam, gdy chciałam się wyżalić. Przez długi okres był dla mnie… Po prostu był. Zawsze miałam na uwadze jego istnienie, przykazania i formułki odklepywane w ciemno, by móc zasnąć bez obawy o przyszłość. W międzyczasie szalałam, bawiłam się i korzystałam z tego co mi dawano, by nie tracić młodości.

Pod koniec gimnazjum przystąpiłam do sakramentu bierzmowania. Bez przekonania, robiłam to tylko po to, by mieć spokój w domu, żeby rodzice nie mieli do mnie żadnego żalu. Jednak ksiądz prowadzący moje przygotowanie, otworzył mi oczy na to, że Bóg mnie zna i pragnie, bym ja chciała poznać jego. Nie robił nam żadnych testów i egzaminów z modlitw, jak to bywało w większości parafii, a jedynym zadaniem, było nawiązanie relacji z Jezusem i to przed nim zdanie sprawy z tego, jak zamierzamy się przygotować.

Liceum pochłonęło mnie jednak na nowo, mój starszy brat nawrócił się w tamtym okresie, ale ja tego nie rozumiałam, nie miałam z nim kontaktu, a mama miała mu to bardzo za złe. Często się o to kłócili, więc w swoim życiu wolałam unikać tego drażliwego tematu. Do kościoła nie chodziłam wcale, ale Bóg trzymał mnie przy sobie, dając mi kolejne osoby, które odmieniały moje spojrzenie na Niego. Pewnego dnia tata zapytał mnie: „Twój brat czyta Biblię i ma swoje poglądy, mimo że różnią się z tymi, które mamy my z mamą, to je ma. A jak jest z tobą? Nie może być tak, że nie wierzysz w nic”.

Po drodze jak każdy, miewałam wzloty i upadki. Kluczowym momentem było, gdy ktoś zwrócił mi uwagę, że za wszystkie moje błędy obrywają najbardziej osoby, które kocham. Po dużej dawce egoizmu z mojej strony, doszło do sytuacji, kiedy większość przyjaciół odwróciła się ode mnie i zostałam sama. Twierdziłam, że i tak sobie poradzę, ale nie trwało to długo, zanim samotność zaczęła przytłaczać.

We Wrocławiu zamierzałam zacząć żyć na nowo. Dzięki Bogu to się udało. Pamiętam, że kiedy oczekiwałam na wyniki rekrutacji na studia, nie modliłam się o bardziej prestiżową uczelnię, czy lepsze perspektywy. Modliłam się o to, by Bóg postawił mnie w miejscu, w mieście, w którym będę bliżej Niego i gdzie dzięki Niemu będę coraz lepszym człowiekiem. Pierwszy raz w Kościele, byłam w lipcu. Na uwielbieniu nie potrafiłam otworzyć ust. Za każdym razem, gdy tylko chciałam dołączyć do reszty, zaczynałam płakać. Odczuwałam Bożą obecność każdą częścią cała. Patrzyłam na ludzi, którzy oddali swoje życie Jezusowi i którzy wielbili Go całym sobą. Dziękowałam Bogu, że doprowadził mnie do tego miejsca.

Choroba, która krzyżowała mi plany, nie znaczyła dla mnie nic, gdyż dusza radowała się w Panu. Lekarze rozkładali ręce i nigdy nie postawili jednoznacznej diagnozy. W Kościele trzy razy uczestniczyłam w modlitwie o uzdrowienie. Dziś dziękuję Bogu, że Jezus uzdrowił mnie. Mimo że nastąpiło to dopiero za tym trzecim razem, to wiem, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu. I gdybym była zdrowa po pierwszej modlitwie, nie wyniosłabym z tej próby cierpliwości, zaufania do Boga i nie byłabym tyle bliżej Niego, jak jestem teraz.

Dziękuję Bogu, że z Nim potrafiłam odbudować relacje z rodziną, że mogę modlić się z bratem, z którym wcześniej mijałam się jedynie na korytarzu. Dopiero teraz zauważam, jak często Bóg objawiał mi Swoje działanie, mimo że byłam bardzo daleko od Niego. Dziękuję Bogu, że zmienia mnie każdego dnia, że w Chrystusie jestem nowym stworzeniem, a wszystko co stare przeminęło. Dziękuję, że dziś otoczona chrześcijanami, jestem nawrócona i nie wyobrażam sobie życia bez Niego i chcę by mnie prowadził. Dzięki temu mogę teraz służyć innym swoją historią pokazywać jak wielki i dobry jest Jezus.