NABOŻEŃSTWA NIEDZIELNE: 9:30 i 11:30

Bóg jest żywy i prawdziwy – świadectwo Agnieszki

Moi rodzice wierzyli w istnienie Boga, ale do kościoła nie uczęszczali. Natomiast od dzieci, czyli mnie i mojej siostry, ojciec wymagał cotygodniowej obecności na mszy w katolickiej parafii, tak więc chodziłyśmy na nią od najmłodszych lat. On sam był kiedyś ateistą, później uwierzył, że Bóg istnieje. Gdy miałam około 10 lat wziął mnie i siostrę na rozmowę. Zachęcił do wiary w Boga. Powiedział, że Bóg jest miłością, Alfą i Omegą. Poruszyło mnie to. Tamtego wieczoru przed snem uklękłam na łóżku i powiedziałam szczerze do Boga, że jeśli On naprawdę istnieje, i jest Miłością, to ja Mu oddaję całe swoje życie. Po namyśle niechętnie dodałam, że jeśli będzie chciał, to nawet mogę pójść do zakonu ;). Bowiem z lekcji religii wyniosłam przekonanie, że taka forma poświęcenia najbardziej się Bogu podoba.

Każdego kolejnego wieczora klękałam przed Bogiem i mówiłam do Niego. Opowiadałam o tym, co mi się w ciągu dnia przytrafiło i prosiłam go o różne rzeczy. Często mówiłam Mu o tym, że chciałabym mieć więcej szczęścia w życiu, mówiłam o marzeniach jakie miałam. Nie było mi łatwo, rodzice często się kłócili, żyłyśmy z siostrą pod dużą kontrolą rodzicielską, częściej byłyśmy karane niż nagradzane, było też ciężko finansowo, miałam gorsze ciuchy niż moi znajomi. Rodzice starali się okazywać miłość, ale sami nie wynieśli jej dużo z domu. Brakowało mi poczucia własnej wartości, nie miałam takiej akceptacji od rówieśników, jakiej potrzebowałam.

Gdy miałam 14 lat zapragnęłam mocno zmian w życiu, szukałam swojej drogi. Zajęłam się pewnymi praktykami ezoterycznymi. Chciałam też wywoływać duchy. W tamtym czasie zaczęłam mieć problemy z modlitwą do Boga. Miałam wrażenie, że moja modlitwa nie dociera do Niego, pojawiały się bluźniercze myśli. Pewnej nocy miałam sen o szatanie, a gdy się obudziłam, poczułam, że ktoś jest w pokoju. Miałam jakby sparaliżowane ciało, nie mogłam się poruszyć, ani nic powiedzieć. Widziałam tylko kątem oka jak coś ciemnego podchodzi do mojego łóżka, usłyszałam głos, który mówił do mnie. Bardzo się wtedy przestraszyłam. W tym czasie zaczęły dziać się także przykre rzeczy w relacjach które miałam.

Ale odrzuciłam ezoteryczne praktyki, i zaczęłam szukać Boga i Jego pomocy. Przeczytałam wtedy wiele książek, szczególnie o przeżyciach katolickich świętych, mistyków, którzy mieli wizje osób podających się za Jezusa lub Marię. Ci ludzie, przytaczając słowa z owych objawień często podkreślali, że jeśli przyjmujemy na siebie cierpienia, to jest to miłe Bogu i może być użyte jako ofiara za grzechy świata. Pod wpływem tych książek zaczęłam częściej uczestniczyć we mszy, nawet codziennie, modlić się na różańcu, dużo pościć itp.. Jednak niestety wtedy nie tylko nie rozkwitłam duchowo ani nie stałam się szczęśliwsza, czego oczekiwałam, a zaczęłam mieć coraz większe problemy. Nie miałam poczucia, żebym znalazła Boga. Przychodziły różne natrętne myśli, stałam się bierna w życiu, odeszła ode mnie radość. Nie rozumiałam, dlaczego Bóg miałby chcieć mojego cierpienia tu na ziemi, ale przyjmowałam pokornie to, co pisali ci święci. Mniej więcej pół roku później zaczęłam mieć duże problemy ze zdrowiem. Rodzice dowiedzieli się o moich postach i zabronili mi ich.

Po jakimś czasie – uczyłam się już wtedy w liceum w innej miejscowości – dowiedziałam się o darach Ducha Świętego, takich jak mówienie innymi językami, dar prorokowania czy uzdrawiania. Tego przecież szukałam – obecności żywego Boga! Bóg nawet przez kogoś przysłał mi książkę o tych darach. Jestem pewna ze była to nadprzyrodzona interwencja Boga, jako odpowiedź na moje wołanie, kiedy planowałam popełnić samobójstwo. Po pewnym czasie trafiłam na mszę, po której usługiwały osoby z katolickiej Odnowy w Duchu świętym, posługujące w darze prorokowania. Pomimo, że nikt mnie tam nie znał, otrzymałam trafne proroctwo, które przyniosło nową, silną nadzieję do mojego życia. Postanowiłam wtedy znaleźć wspólnotę ludzi, którzy mogliby się ze mną pomodlić, ponieważ Bóg powiedział mi m.in. ze przeszkodą w uzdrowieniu wewnętrznym jest okultyzm. Dziś wiem, że chodziło tu nie tylko wprost o magię, ale także o różne praktyki religijne, których się podjęłam. W międzyczasie wyprowadziłam się od rodziców do babci, ponieważ sytuacja w domu stawała się już dla mnie nie do zniesienia.

Zaczęłam szukać wspólnoty i pewnego dnia natknęłam się na bilbord kościoła ewangelicznego. Skontaktowałam się z tymi ludźmi i zostałam poprowadzona w modlitwie oddania życia Jezusowi i przyjęcia zbawienia z łaski. Zaczęłam czytać regularnie Biblię. Zaczęłam także uczestniczyć w spotkaniach pewnej katolickiej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, którą mi polecono. To wszystko sprawiło, że wreszcie przyszłaogromna radość, siła i odwaga do mojego życia. Bóg stał mi się bliższy. Zostałam ochrzczona Duchem Świętym, zaczęłam mówić innymi językami. Wspólnota przywróciła mi także wiarę w ludzi, w to że możliwe są dobre, satysfakcjonujące relacje i szczęśliwe rodziny. Zaczęłam bardziej kochać ludzi. Głosiłam Ewangelię. Mój ojciec także przyszedł do wspólnoty, zaczął czytać Biblię i częściej się modlić. Rozpoczął się proces przebaczenia i pojednania w naszej rodzinie. Żywa relacja z Bogiem, mocno oparta na fundamencie Biblii była tym, co przemieniało moje życie. Po niedługim czasie poszłam o krok dalej, stałam się członkiem kościoła ewangelicznego i wiedziałam już że jestem w najlepszym dla mnie miejscu. Zaczęłam tam bardzo silnie doświadczać Bożej Obecności podczas nabożeństw. Czułam jak gorący wiatr przenikał całe moje ciało, i nie odchodził, aż do końca spotkania. Czułam się jak dziecko, przytulane przez dobrego Ojca. Słyszałam w duchu słowa pełne pokoju i miłości. Płakałam wtedy i wylewałam serce przed Bogiem. Chciałam tak po prostu trwać jak najdłużej, w Bożych objęciach. Czułam się szczęśliwa. Otrzymywałam też od czasu do czasu słowa prorocze od ludzi. Chłonęłam Boże Słowo, czy to prosto z Biblii, czy z opartych na niej nauczaniach w kościele. Biblia dała mi wiele cennych wskazówek o życiu, relacjach z Bogiem i ludźmi.

Dzisiaj, dobrych kilka lat po tych wydarzeniach nadal trwam przy Bogu. Doświadczałam Jego pomocy wielokrotnie w życiu. Wierzę, że Jezus odkupił mnie swoją krwią i że nie moje uczynki są warunkiem zbawienia, a jestem zbawiona z łaski. Mam pewność, że gdy umrę, trafię wprost do domu Ojca. Wierzę, że Biblia mówi prawdę o Jedynym Bogu, Stworzycielu świata i że to z nią powinno być konfrontowane wszystko. Fascynuje mnie Boża mądrość i miłość do człowieka, Jego pragnienie szczerej relacji z nami. Wielu ludzi ma wykrzywiony obraz Boga, ale jest tak jak powiedział Jezus: „proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”, a zatem możliwe jest poznania Boga takim, jakim jest naprawdę. On pragnie się nam objawiać. Wierzę, że tylko z Nim można doświadczyć prawdziwego szczęścia. I to już tu na ziemi, pomimo problemów i przeciwności, jakie niesie ze sobą świat od czasu grzechu pierwszych ludzi.

~Agnieszka