Nabożeństwa Niedzielne godz. 11:00

Świadectwo Patryka

Wychowywała mnie samotna mama i siostra. Ojciec był alkoholikiem. Bardzo rzadko bywał w domu, wiec miałem z Nim sporadyczny kontakt. Jak większość osób z mojej dzielnicy wychowywałem sie z chłopakami z bloku co wiązało sie z piwkowaniem, paleniem gandzi, obcowanie ze złodziejami i tego typu osobnikami (zawsze mi imponowali). Od tego sie zaczyna. No początku nie wyglądało to groźnie dopóki samodzielnie nie zacząłem pracować i studiować. Miałem wtedy 19 lat.

Zaczęło sie prawdziwe życie: imprezki, nowe znajomości i nowe używki. W pracy zacząłem szybko awansować i dużo więcej zarabiać. Pozwalałem sobie teraz na lepsze narkotyki, gry hazardowe oraz domy publiczne. Zanim sie obejrzałem przestałem kontrolować swoje życie. Zmieniałem prace jak rękawiczki. Powodów miałem wiele, wiele wytłumaczeń, ale nigdy szczerze nie popatrzyłem sobie w oczy mówiąc , ze to jest moja wina, przez alkohol i inne uzależnienia. Okłamywałem wszystkich dookoła a w szczególności rodzinę i najbliższych przyjaciół. Popadłem w długi, spowodowałem wypadek samochodowy pod wpływem alkoholu. Wszyscy dookoła byli winni tylko nie ja.

Apogeum moich wybryków nastąpiło w 2016 r. Po sylwestrze przez parę dni ostro piliśmy i zażywaliśmy narkotyki. Brakowało mi kasy, wiec pożyczyłem od kumpli. A tuż przed sylwestrem straciłem prace przez alkohol, wiec nie miałem jak oddać, ale nie sprawiało mi to problemu. Wtedy przyszła przedwcześnie emerytura dziadka i pomyślałem ze odrobię te pieniądze w kasynie. Nie udało sie. Pomyślałem ze ostatnia deska ratunku to pożyczenie kasy od lichwiarza na 100 %. Przepiłem i przećpałem i te pieniądze. Kiedy przyszedł dzień emerytury nie pokazałem sie w domu. Dostałem smsa ze jeżeli nie zjawie sie do 22 to nie wejdę do domu. I tak sie stało. Dotarło do mnie ze okradłem mojego życiowego mentora, kochanego dziadka który całe życie zastępował mi Ojca, którego tak mi brakowało. Pierwszy raz poczułem tak ogromny wstyd. Przez tydzień chodziłem po Wrocławiu. Podsypiałem w tramwajach i autobusach, az w końcu nie wytrzymałem i poszedłem do noclegowni. Parę dni później poznałem gościa z którym wyruszyłem w Polskę kraść telefony. Celem było oczywiście oddanie kasy dziadkowi i lichwiarzowi. Przed wyjazdem pijany poszedłem po rzeczy do dziadka. Dziadek prosił mnie żebym został, że ta kasa to bzdura, że mi wybacza i rozumie. Patryk – prosił, wykąp się, odpocznij. Znajdziesz sobie jakaś prace i poradzimy sobie. Ja popłakałem sie i wyszedłem. Po kilku kradzieżach w różnych miastach zostaliśmy złapani.

Wróciłem do Wrocławia. Oczywiście noclegownia i pomysł wyjazdu za granice do kumpla. Czyli znowu ucieczka przed problemami, a nie stawienie im czoła. Tam poznałem Szymona ,a przez Szymona Grzegorza, który należy do kościoła chrystusowego. 14 lutego wraz ze znajomym z noclegowni dostałem zaproszenie od Grzegorza na kawkę. Przyjąłem je. Kiedy byłem na miejscu pojawili sie obcy ludzie to był Leszek z ekipa. Leszek zaczął wywiad środowiskowy. Dlaczego trafiłem do noclegowni. Opowiedziałem mu historyjkę, która była jednym wielkim kłamstwem. Oboje wiedzieliśmy ze kłamie. Po kolacji zaproponował że pomodli się za mnie. Zdziwiłem się, ale zgodziłem. Podczas modlitwy słysząc swoje imię poczułem od środka jakby ktoś wlewał cos ciepłego, pięknego, błogiego. Chciałem płakać ,ale powstrzymywałem to. Wracając do noclegowni kotłowałem w swojej głowie mnóstwo myśli.

Po sobotnim spotkaniu, gdzie opowiadano świadectwa otworzyłem sie przed Tatiana , która wyjaśniła mi co sie stało. To było działanie Ducha Św. Na następnym spotkaniu opowiedziałem Leszkowi cała prawdę o moim życiu. Od tego momentu zacząłem rozmawiać z Jezusem i czytać pismo sw. Ale dalej byłem taki zblokowany. Nie mogłem wydobyć z siebie tego uwielbienia i wdzięczności. Kolejnym etapem mojego rozwoju duchowego był zorganizowany wyjazd do Wisły na dni trzeźwości. Po modlitwach i rozważaniach w których brałem udział w końcu cos we mnie pękło i rozpłakałem sie jak mały lolo. Po powrocie za namowa Seby i Tatiany poszedłem do dziadka przeprosić go za wszystko i opowiedzieć co sie stało ze mną. To był dzień w którym na mszy moja mama słuchała przypowieści o synu marnotrawnym i myślała o mnie nie wiedząc, że w tym dniu pogodziłem sie z dziadkiem i wróciłem do niego. To wszystko nie przypadek tylko działanie Jezusa Chrystusa , który przysłał po mnie tych ludzi. To on po raz kolejny wyciągną rękę po mnie tylko tym razem jej nie odrzuciłem. Teraz staram sie być przykładnym – kochającym wnukiem synem i bratem.

List do Galicjan 2,20
List do Koryntian5,15